środa, 31 lipca 2013
wtorek, 21 sierpnia 2012
poniedziałek, 12 marca 2012
czwartek, 17 listopada 2011
Ogród jesienny
Jest coś przygnębiającego w tym miejscu, najbardziej o poranku. Jawiący się oczom obraz przypomina wypaloną sawannę – gdyby tylko nie ten przytłaczający brak słońca wespół z porannym wyziewem ziemi. Powietrze wilgotne i zimne, gęste tak, że oblepia każdego, kto się tu zapuszcza, najbardziej nieprzyjemnie traktując swoimi oślizgłymi mackami twarz delikwenta. Zewsząd wyziera pustka, choć z powodu mgły nie widać jej w całym swym ogromie – natomiast doskonale wyczuwa się ją intuicją, która w tym jedynym przypadku działa niezawodnie. Pod nogami nieco głucho szeleści miedzianozłoty kobierzec nie przegniłych jeszcze liści. Nagie drzewa straszą kikutami gałęzi, będąc same dla siebie groteską, tak jak król pozbawiony korony lub dom – dachu. Przy najmniejszym powiewie wiatru bodą jak szalone to mętne powietrze, a poranna mgła, niby to subtelnie niczym wata cukrowa, oplata je w morderczym uścisku.
W ogrodzie stoi kilka posągów z piaskowca, wszystkie naturalnych rozmiarów. Nic wyszukanego – zza jednego krzaka wychyla się sarna, za drugim stoi jeleń – jakby te zwierzęta wypatrzyły się wzajemnie przypadkiem. Obie rzeźby utrzymane w stylu współczesnym, z nutką abstrakcji, niepodobne do swoich rzeczywistych pierwowzorów. Do tego kilka postaci w stylu klasycznym, porozmieszczanych w różnych zakątkach – kobieta z dzbanem, wysportowany młodzieniec, mędrzec z długą brodą, głupiec i bogini w majestatycznej pozie, lecz bez pychy. Wszystkie o obliczach bardziej prawdziwych niż twarze ludzi spotykanych na co dzień. Wszystkie cieplejsze od ręki, którą podajesz – człowieku! Ty, któryś je stworzył…
I tylko my – tak niepodobni do siebie samych.
W ogrodzie stoi kilka posągów z piaskowca, wszystkie naturalnych rozmiarów. Nic wyszukanego – zza jednego krzaka wychyla się sarna, za drugim stoi jeleń – jakby te zwierzęta wypatrzyły się wzajemnie przypadkiem. Obie rzeźby utrzymane w stylu współczesnym, z nutką abstrakcji, niepodobne do swoich rzeczywistych pierwowzorów. Do tego kilka postaci w stylu klasycznym, porozmieszczanych w różnych zakątkach – kobieta z dzbanem, wysportowany młodzieniec, mędrzec z długą brodą, głupiec i bogini w majestatycznej pozie, lecz bez pychy. Wszystkie o obliczach bardziej prawdziwych niż twarze ludzi spotykanych na co dzień. Wszystkie cieplejsze od ręki, którą podajesz – człowieku! Ty, któryś je stworzył…
I tylko my – tak niepodobni do siebie samych.
czwartek, 24 marca 2011
niedziela, 19 września 2010
środa, 25 sierpnia 2010
sobota, 3 lipca 2010
środa, 2 czerwca 2010
środa, 26 maja 2010
czwartek, 13 maja 2010
piątek, 30 kwietnia 2010
sobota, 3 kwietnia 2010
środa, 30 grudnia 2009
sobota, 12 grudnia 2009
niedziela, 8 listopada 2009
czwartek, 5 listopada 2009
Magia
Zagrać może każdy, kto siada do instrumentu i poświęca mu trochę czasu — rezultat będzie lepszy lub gorszy. Sztuką jest ten instrument ożywić, wielkim wyczynem — ukazać jego osobowość, nadać tożsamość. Natomiast tylko mistrz posiada taką władzę, za której użyciem może sprawić, byśmy ponad wszelką wątpliwość uwierzyli, że ten kawałek drewna, blachy, czegokolwiek — ma duszę.
Graj i tym graniem zwódź, zwódź nieustannie. Niech trwamy w nieuświadomionym przekonaniu, że to dziecinnie proste. I dopiero niech własne niepowodzenia, próby, irytacje uzmysłowią nam, jak daleko jesteśmy od prawdy.
Każdy instrument ma duszę, muzyk — nie każdy. Bezduszni muzycy są, w swoich najlepszych porywach, jak doskonale zaprojektowana, dobrze naoliwiona maszyna, która nie umie śmiać się, płakać, ani wkurzać się na cały ten cholerny świat. Relacja człowieka z instrumentem polega na przenikaniu się, pogodzeniu dwóch światów. Człowiek może poruszyć, zbudzić uśpioną duszę instrumentu — musi jednak w tym celu poznać jego język.
piątek, 23 października 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















